Ceny paliw w Polsce mogą eksplodować — konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi ryzyko

Rosnące napięcie na Bliskim Wschodzie może podbić ceny ropy i paliw w Polsce. Ekspert ostrzega przed scenariuszem powyżej 10 zł za litr.

Ceny paliw w Polsce mogą eksplodować — konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi ryzyko

Na rynku paliw wraca temat, który dla kierowców brzmi wyjątkowo niepokojąco. Ceny paliw w Polsce mogą w najgorszym wariancie przekroczyć 10 zł za litr, jeśli napięcie na Bliskim Wschodzie będzie się utrzymywać i dodatkowo uderzy w globalne dostawy ropy,  enguide.pl  podaje, powołując się na rmf24.pl.

W rozmowie dla RMF24 analityk surowcowy i wicedyrektor działu analiz XTB Michał Staniak ostrzegł, że dalsza eskalacja konfliktu oraz ryzyko problemów w rejonie cieśniny Ormuz mogłyby wywołać gwałtowny wzrost cen na światowych rynkach energii. Według eksperta nie chodzi już o niewielką korektę czy chwilowy skok, ale o scenariusz, który mógłby bardzo szybko odbić się na portfelach konsumentów i kosztach działalności firm.

Ceny paliw w Polsce mogą eksplodować — konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi ryzyko
Ceny paliw w Polsce mogą eksplodować — konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi ryzyko

„To byłoby absolutnie zabójcze dla przedsiębiorstw i konsumentów. Skutki odczujemy natychmiast” — ocenił Michał Staniak, komentując możliwy rozwój sytuacji.

Cieśnina Ormuz znów w centrum uwagi. To przez nią przechodzi ogromna część światowej ropy

Kluczowym punktem całego problemu pozostaje cieśnina Ormuz, czyli jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Przez ten rejon przechodzi około 20 proc. globalnego handlu ropą i LNG, dlatego każdy sygnał o utrudnieniach w żegludze natychmiast wpływa na nastroje inwestorów i ceny surowców. Reuters i inne źródła podają, że obecna sytuacja w regionie już teraz budzi poważne obawy o bezpieczeństwo dostaw, a państwa G7 oficjalnie deklarują gotowość do działań na rzecz ochrony światowego zaopatrzenia w energię i bezpieczeństwa żeglugi w tym rejonie. To pokazuje, że zagrożenie nie jest wyłącznie medialnym nagłówkiem, ale realnym problemem, który obserwują rządy i rynki finansowe.

Jeśli w takim miejscu pojawia się niepewność, rynek reaguje błyskawicznie. A gdy rynek reaguje błyskawicznie, kierowcy bardzo szybko widzą to na pylonach stacji. To właśnie dlatego temat budzi dziś tak duże emocje.

Ekspert zwraca uwagę, że jeśli konflikt nie zostanie opanowany w ciągu tygodnia lub dwóch, światowe rezerwy mogą nie wystarczyć, by szybko zrównoważyć niedobory. W takim układzie ceny ropy mogłyby wzrosnąć do poziomu 150–200 dolarów za baryłkę, co byłoby szokiem nie tylko dla transportu i logistyki, ale dla całej gospodarki.

Paliwo po 10 zł to już nie abstrakcja. W grze są jeszcze wyższe poziomy

Najmocniej wybrzmiewa dziś pytanie, ile kierowcy mogliby płacić przy dystrybutorze, gdyby czarny scenariusz rzeczywiście się zrealizował. Według Michała Staniaka przy dalszej eskalacji konfliktu mówimy nie tylko o symbolicznym przekroczeniu bariery 10 zł za litr, ale nawet o poziomach wyższych niż ta granica. To ważne, bo jeszcze niedawno podobne prognozy można było traktować jako bardzo odległe, a dziś zaczynają być opisywane jako jeden z realnych wariantów rozwoju wydarzeń.

Najbardziej zagrożone byłyby przede wszystkim:

  • diesel i benzyna, które najszybciej reagują na skoki cen ropy,
  • firmy transportowe i logistyczne, dla których paliwo jest jednym z kluczowych kosztów,
  • konsumenci dojeżdżający codziennie do pracy samochodem,
  • branże zależne od przewozu towarów, dostaw i dystrybucji,
  • gospodarstwa domowe, które odczułyby podwyżki również pośrednio — w cenach żywności i usług.

„Nie mówię o 10 zł, tylko niestety więcej” — zaznaczył analityk XTB, odnosząc się do potencjalnych cen paliw w Polsce.

Dlaczego Polska też to odczuje, nawet jeśli ropa płynie z innych kierunków

Część kierowców może zakładać, że Polska jest w stanie osłabić skutki kryzysu dzięki dywersyfikacji dostaw. Problem w tym, że globalny rynek ropy działa według wspólnej logiki cenowej. Nawet jeśli konkretne dostawy nie płyną bezpośrednio z najbardziej zagrożonego kierunku, to niedobór na rynku światowym i tak podbija ceny dla wszystkich odbiorców. Staniak podkreśla, że konserwatywne szacunki mówią o deficycie rzędu około 5 mln baryłek dziennie, a to skala, której nie da się zlekceważyć. W takiej sytuacji Polska nie jest odcięta od problemu, tylko staje się częścią większego mechanizmu cenowego.

ScenariuszCo dzieje się na rynku ropyMożliwy efekt dla Polski
Szybka deeskalacjapresja cenowa słabniepodwyżki mogą być krótsze i mniejsze
Utrzymanie napięciaropa drożeje, rynek pozostaje nerwowypaliwa rosną stopniowo i utrzymują wysokie ceny
Dalsza eskalacja i zakłócenia w Ormuzduży deficyt podaży, skok cen baryłkibenzyna i diesel mogą wejść na poziom ponad 10 zł

Rynek paliw Polska reaguje nie tylko na fizyczną dostępność surowca, ale też na oczekiwania inwestorów, przewidywania banków i obawy o dalszy rozwój konfliktu. Im dłużej utrzymuje się niepewność, tym większa szansa, że ceny pozostaną wysokie nawet po chwilowym uspokojeniu sytuacji.

Rząd rozważa reakcję, ale eksperci mają wątpliwości

Wraz z ryzykiem wzrostu cen wraca także pytanie o możliwą interwencję państwa. W debacie publicznej znów pojawia się pomysł obniżki VAT na paliwa, podobnie jak na początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Premier Donald Tusk przyznał, że takie rozwiązanie jest rozważane, ale na ten moment rząd nie zdecydował się na jego uruchomienie. Sam Michał Staniak zaznacza jednak, że skuteczność takiej decyzji nie jest oczywista, bo część obniżki podatku mogłaby zostać przejęta przez rynek poprzez wyższe marże.

„Pytanie, czy te ceny faktycznie spadną o tyle, ile wynikałoby z samej obniżki VAT” — ocenił ekspert.

To ważny wątek, bo drożyzna na stacjach działa bardzo szybko na emocje społeczne, ale mechanizmy obniżania cen nie zawsze są równie szybkie. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli rząd zdecyduje się na reakcję, kierowcy mogą nie odczuć jej w takiej skali, jakiej oczekują.

Skutki wyjdą daleko poza stacje paliw. Inflacja może znów przyspieszyć

Rosnące ceny paliw to nie jest problem wyłącznie dla kierowców. Droższa ropa przekłada się na koszty transportu, a potem na ceny towarów w sklepach, usług, logistyki, a nawet produkcji rolnej czy nawozów. Ekspert zwraca uwagę, że przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie mógłby dać gospodarce kolejny impuls inflacyjny, mimo że punkt startowy inflacji w Polsce jest dziś niższy niż w 2022 roku. To właśnie dlatego temat paliw jest tak czuły społecznie — podwyżka przy dystrybutorze bardzo szybko rozlewa się po całym łańcuchu cenowym.

Ceny paliw w Polsce mogą eksplodować — konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi ryzyko
Ceny paliw w Polsce mogą eksplodować — konflikt na Bliskim Wschodzie podnosi ryzyko

Najpierw drożeje tankowanie. Potem drożeje transport. A chwilę później wyższe rachunki zaczynają pojawiać się niemal wszędzie.

Ekspert mówi też o zjawisku destrukcji popytu, czyli momencie, w którym konsumenci i firmy zaczynają ograniczać zakupy oraz aktywność, bo ceny stają się po prostu zbyt wysokie. W przypadku paliw popyt jest dość mało elastyczny, ale nawet on ma swoją granicę.

Kto ucierpi najmocniej i czego spodziewać się w najbliższych dniach

Najsilniej skutki kryzysu mogą odczuć kraje Dalekiego Wschodu, zwłaszcza Chiny, Japonia i Korea, które są mocno uzależnione od dostaw z regionu Zatoki Perskiej. Ale wzrost cen ropy nie zatrzymuje się na Azji, bo jego efekty bardzo szybko rozchodzą się po całym świecie. Dla Polski oznacza to większą presję cenową na stacjach, wyższe koszty działalności firm i ryzyko pogorszenia nastrojów konsumenckich. Jednocześnie ekspert uspokaja częściowo w sprawie gazu, wskazując, że Polska jest dziś lepiej przygotowana niż w 2022 roku dzięki większej dywersyfikacji i stałym dostawom z innych kierunków.

W krótkim terminie wszystko będzie zależało od jednego: czy napięcie na Bliskim Wschodzie szybko osłabnie, czy przeciwnie — zacznie jeszcze mocniej uderzać w światowy rynek energii. Na razie inwestorzy i kierowcy patrzą na sytuację z dużą nerwowością, bo granica 10 zł za litr paliwa przestała być wyłącznie medialnym straszakiem. Dziś to scenariusz, który eksperci opisują już całkiem serio, a to samo w sobie mówi naprawdę dużo o skali zagrożenia.

Udostępnij