Matka chrzestna Tomasza Komendy zaginęła. Ciało odkryto po dwóch latach we Wrocławiu

Przez blisko dwa lata 70-letnia Stanisława S., matka chrzestna Tomasza Komendy, była uznawana za zaginioną. Jej ciało odnaleziono dopiero podczas opróżniania mieszkania we Wrocławiu.

Matka chrzestna Tomasza Komendy zaginęła. Ciało odkryto po dwóch latach we Wrocławiu

We Wrocławiu ujawniono sprawę, która wywołała ogromne poruszenie. Stanisława S., 70-letnia matka chrzestna Tomasza Komendy, przez długi czas była uznawana za osobę zaginioną, choć – jak się później okazało – jej ciało cały czas znajdowało się we własnym mieszkaniu,  enguide.pl  podaje, powołując się na tvn24.pl.

O dramatycznym finale tej historii zrobiło się głośno po tym, jak podczas opróżniania komunalnego lokalu robotnicy natknęli się na zmumifikowane ciało kobiety. Sprawa budzi pytania nie tylko o to, co dokładnie wydarzyło się w mieszkaniu, ale też o działania instytucji, które wcześniej miały kontakt z lokalem. Rodzina i sąsiedzi nie kryją szoku, bo – jak podkreślają – sygnały alarmowe pojawiały się dużo wcześniej.

Z ustaleń wynika, że przez blisko dwa lata policja, administracja budynku i bliscy traktowali seniorkę jako osobę zaginioną. Mimo to nikt nie sprawdził dokładnie niewielkiego, 19-metrowego mieszkania, w którym ostatecznie znaleziono ciało. To właśnie ten element najmocniej porusza opinię publiczną. W relacjach pojawiają się informacje o prośbach sąsiadów, interwencjach rodziny i kolejnych sygnałach, które miały wskazywać, że sytuacja jest poważna. Dziś wiadomo już, że kobieta nie opuściła lokalu, a sprawą zajmuje się prokuratura. Cała historia odsłania nie tylko rodzinny dramat, ale również poważne wątpliwości dotyczące procedur.

Ta sprawa porusza z kilku powodów. Chodzi nie tylko o zaginięcie starszej kobiety. Równie mocno wybrzmiewa pytanie, jak to możliwe, że przez tak długi czas nikt nie zauważył ciała w tak małym mieszkaniu.

Matka chrzestna Tomasza Komendy zaginęła. Ciało odkryto po dwóch latach we Wrocławiu
Matka chrzestna Tomasza Komendy zaginęła. Ciało odkryto po dwóch latach we Wrocławiu

Sąsiedzi alarmowali już wcześniej

Pierwsze poważne sygnały miały pojawić się już wiosną 2024 roku. Sąsiedzi Stanisławy S. zwracali uwagę, że schorowana kobieta od dawna nie wychodzi z domu i nikt jej nie widział od wielu miesięcy. Jak wynika z relacji, mieszkańcy budynku zaczęli niepokoić się coraz bardziej, bo sytuacja nie wyglądała jak zwykła nieobecność. Z czasem zwracali się do administracji z prośbami o sprawdzenie lokalu. W ich ocenie istniały przesłanki, by potraktować sprawę poważnie i działać szybciej.

Jedna z sąsiadek opisała, że mieszkańcy prosili, aby sprawdzić mieszkanie albo wezwać odpowiednie służby. W rozmowie z mediami mówiła również o robactwie pojawiającym się na klatce schodowej i o obawach, że może ono pochodzić właśnie z lokalu 70-latki. Z tej relacji wynika, że administracja miała ostrzegać mieszkańców przed kosztami ewentualnej niesłusznej interwencji. To właśnie ten etap dziś wraca najmocniej w komentarzach do sprawy. Dla sąsiadów był to moment, w którym – ich zdaniem – należało wejść do mieszkania i sprawdzić, czy kobieta jest bezpieczna.

„To był chyba maj 2024 roku, jak pierwszy raz powiedzieliśmy administratorce budynku, że nas martwi, co się stało z panią Stanisławą” – relacjonowała jedna z sąsiadek.

Rodzina od dawna nie utrzymywała z nią kontaktu

Tło rodzinne tej historii jest bardzo trudne. Z relacji wynika, że relacje między Stanisławą S. a bliskimi były napięte od lat, a przełomowym momentem miał być czas, gdy Tomasz Komenda został niesłusznie skazany. Wtedy między siostrami doszło do poważnego konfliktu, który z czasem doprowadził do całkowitego zerwania kontaktu. Teresa Klemańska opowiadała, że liczyła na wsparcie, ale zamiast tego usłyszała pod swoim adresem bardzo mocne słowa. Jak twierdzi, potem próbowała jeszcze doprowadzić do pojednania, jednak bez skutku.

Z przekazanych relacji wynika też, że z biegiem lat kobieta miała skłócić się również z innymi członkami rodziny. Według słów jej siostry nie wpuszczała nikogo do środka, a kontakt ograniczał się czasem do pozostawienia zakupów przy drzwiach. To tłumaczy, dlaczego przez długi czas nikt z bliskich nie miał pełnego obrazu sytuacji. Jednocześnie właśnie ten rodzinny dystans sprawił, że nieobecność kobiety nie została od razu zauważona przez najbliższych. Dopiero później, gdy pojawiły się informacje od sąsiadów i sygnały związane z zadłużeniem, rodzina zaczęła działać.

„Pokłóciłyśmy się, jak Tomek został skazany. Ona była jego matką chrzestną” – mówiła Teresa Klemańska, opisując początek rodzinnego konfliktu.

Zgłoszenie zaginięcia nastąpiło dopiero później

Według ustaleń, rodzina dowiedziała się o zniknięciu kobiety dopiero wtedy, gdy administracja rozpoczęła przygotowania do eksmisji za zadłużenie. Na drzwiach mieszkania pojawiła się kartka z informacją o planowanym wejściu komisyjnym, a to uruchomiło kolejne działania ze strony bliskich. Teresa Klemańska próbowała zgłosić zaginięcie, jednak – jak wynika z opisu sprawy – policja nie przyjęła jej zgłoszenia. Formalnie udało się to dopiero synowi zaginionej, który także od lat nie miał kontaktu z matką. Oficjalne zgłoszenie zaginięcia wpłynęło 8 maja 2025 roku.

Syn kobiety, Grzegorz, opisał później kulisy pierwszego wejścia do mieszkania. Jak relacjonował, administracja nie chciała początkowo wpuścić go do środka, a ostatecznie zgodziła się jedynie na szybkie wejście po fotografię potrzebną do zgłoszenia. W mieszkaniu zobaczył inhalator, dokumenty i pieniądze, co – w jego ocenie – powinno było natychmiast wzbudzić dodatkowe podejrzenia. Podkreślał, że matka miała astmę i nie poruszała się bez inhalatora, dlatego pozostawienie go w domu było dla niego bardzo znaczącym sygnałem. Mimo to nie pozwolono mu dokładnie obejrzeć całego lokalu.

„Zobaczyłem, że na stole leży mamy inhalator, dokumenty, pieniądze, przecież nigdzie by bez nich nie wyszła” – opowiadał Grzegorz.

Ciało znaleziono dopiero podczas opróżniania mieszkania

Do przełomu doszło 8 grudnia 2025 roku. Wtedy do lokalu weszła firma sprzątająca, która miała przygotować mieszkanie do ponownego wynajęcia. Podczas prac robotnicy znaleźli w łazience, obok wanny, zmumifikowane ciało Stanisławy S.. To odkrycie zakończyło trwający wiele miesięcy stan niepewności, ale jednocześnie rozpoczęło lawinę pytań, na które rodzina i opinia publiczna nadal szukają odpowiedzi. Najbardziej uderzające jest to, że ciało znaleziono w niewielkim mieszkaniu, do którego wcześniej wchodziły różne osoby w ramach oficjalnych czynności.

Matka chrzestna Tomasza Komendy zaginęła. Ciało odkryto po dwóch latach we Wrocławiu
Matka chrzestna Tomasza Komendy zaginęła. Ciało odkryto po dwóch latach we Wrocławiu

Rodzina nie kryje zdumienia, że podczas wcześniejszych wejść nikt nie zauważył ciała. Dodatkowo bliscy zwracają uwagę na brak części rzeczy osobistych zmarłej. Syn kobiety mówił o biżuterii, pieniądzach i rodzinnych pamiątkach, których los pozostaje dla niego niejasny. Jak twierdził, do tej pory nie został wpuszczony do mieszkania, a na pytania o protokół spisania rzeczy miał usłyszeć, że takiego dokumentu nie ma. To jeden z wątków, który może mieć znaczenie dla dalszego postępowania.

Najważniejsze daty w sprawie

  • wiosna 2024 roku – sąsiedzi zaczynają alarmować, że ze Stanisławą S. dzieje się coś złego
  • maj 2025 roku – do policji wpływa oficjalne zgłoszenie zaginięcia
  • 8 grudnia 2025 roku – podczas opróżniania lokalu znaleziono ciało kobiety
  • obecnie sprawę bada prokuratura

Instytucje wskazują na siebie nawzajem

Po ujawnieniu sprawy pojawiły się pytania o odpowiedzialność poszczególnych instytucji. Zarząd Zasobu Komunalnego przekazał, że nie miał wiedzy, iż w mieszkaniu może przebywać osoba zaginiona. Z kolei policja informowała, że podczas wcześniejszych komisyjnych otwarć lokalu „nie ujawniono zwłok”, dlatego nie było podstaw do ponownego sprawdzenia mieszkania. Takie stanowiska sprawiają, że bliscy i opinia publiczna mają poczucie, iż kolejne podmioty odsyłają do siebie odpowiedzialność za przebieg zdarzeń. To właśnie dlatego sprawa budzi tak duże emocje.

W praktyce oznacza to, że wiele kwestii pozostaje niewyjaśnionych. Nie wiadomo, dlaczego niewielki lokal nie został skontrolowany dokładniej mimo narastających sygnałów od sąsiadów. Pytania dotyczą także kolejnych wejść do mieszkania oraz tego, co dokładnie działo się z rzeczami należącymi do zmarłej. Na tym etapie kluczowe będzie ustalenie, czy procedury zostały dochowane i czy można było zareagować wcześniej. Śledztwo prokuratury ma wyjaśnić okoliczności śmierci kobiety oraz przebieg wszystkich działań.

„Nie mogę się dowiedzieć, co zrobiono z rodzinnymi pamiątkami” – mówił syn zmarłej, opisując swoje wątpliwości po odkryciu ciała.

Co dziś wiadomo o sprawie Stanisławy S.

Na obecnym etapie wiadomo, że Stanisława S., matka chrzestna Tomasza Komendy, przez długi czas była uznawana za osobę zaginioną, choć znajdowała się we własnym mieszkaniu we Wrocławiu. Wiadomo również, że sąsiedzi wcześniej sygnalizowali niepokojące objawy, a rodzina próbowała podjąć działania po tym, jak dowiedziała się o sytuacji. Nie ma też wątpliwości, że oficjalne zgłoszenie wpłynęło na policję na wiele miesięcy przed odnalezieniem ciała. Nadal jednak otwarte pozostaje pytanie, dlaczego lokal nie został sprawdzony w sposób, który pozwoliłby szybciej wyjaśnić los kobiety. To właśnie ten wątek jest dziś osią całej sprawy.

Poniżej najważniejsze informacje w skrócie:

Element sprawyCo wiadomo
MiejsceWrocław, mieszkanie komunalne
Osoba zmarłaStanisława S., matka chrzestna Tomasza Komendy
Wiek70 lat
Oficjalne zgłoszenie zaginięcia8 maja 2025 roku
Odnalezienie ciała8 grudnia 2025 roku
Stan sprawypostępowanie prowadzi prokuratura

Ta historia nie kończy się na samym odnalezieniu ciała. Równie ważne są pytania o procedury, reakcje i zaniechania. To one będą teraz wracać najmocniej.

Sprawa Stanisławy S. pokazuje, jak dramatyczne skutki może mieć splot rodzinnego konfliktu, samotności i opóźnionej reakcji instytucji. W centrum pozostaje dziś nie tylko śmierć 70-letniej kobiety, ale także wątpliwości, czy tragedię można było odkryć znacznie wcześniej. Prokuratura ma teraz ustalić szczegóły, których do tej pory nie wyjaśniono, a rodzina wciąż czeka na odpowiedzi dotyczące ostatnich miesięcy życia kobiety i okoliczności odnalezienia jej ciała.

Udostępnij